Bogatynia: Wyrok w sprawie działaczy Greenpeace jeszcze nie zapadł

Rafał Święcki
Greenpeace
Działacze Greenpeace, którzy w ubiegłym tygodniu protestowali na chłodni kominowej Elektrowni Turów, mieli zostać osądzeni w przyspieszonym trybie. Policja postawiła przed sądem 13 osób w ciągu 48 godzin po zatrzymaniu. Wyroku w tej sprawie nie ma jednak do dziś.

Zgorzelecki Sąd Rejonowy zadecydował o wypuszczeniu ekologów na wolność, chce jednak przesłuchać więcej świadków, między innymi pracowników elektrowni i wyznaczył kolejną rozprawę na 13 kwietnia.

Działacze odpowiadają za naruszenie miru domowego. - Ten paragraf kodeksu karnego obejmuje także wdarcie się na dozorowany teren i nieopuszczenie go na wezwanie osób uprawnionych - mówi młodszy aspirant Antoni Owsiak ze zgorzeleckiej policji.Ekologom grozi do roku więzienia lub kara grzywny. Policja zdecydowała się na skorzystanie z szybkiego trybu wymierzenia sprawiedliwości wobec protestujących osób, ponieważ sporą ich grupę stanowili obcokrajowcy. Prócz Polaków znaleźli się w niej: Węgrzy, Austriacy, Czesi i Niemcy. Policja, by przedstawić im zarzuty, musiała zapewnić zatrzymanym tłumaczy. Zamknięci w policyjnym areszcie domagali się też specjalnego wyżywienia, ponieważ część z nich nie je mięsa.

KRÓLEWNA ŚNIEŻKA W KINIE KADR

- Warunki w jakich byli przetrzymywani aktywiści Greenpeace odbiegały dalece od standardów europejskich. Policja mimo próśb, nie pozwoliła dostarczyć im podstawowych środków higieny, jak szczoteczki i pasty do zębów, czy podpasek. Większość z nich to wegetarianie i weganie, w ramach zapewnienia im "odpowiednich posiłków" dostarczono jedynie chleb z dżemem i pasztetem sojowym - skarżył się Jacek Winiarski, rzecznik prasowy Greenpeace.

To, jego zdaniem, rzecz nie do pomyślenia w innych europejskich krajach. Bo pokojowo działający aktywiści Greenpeace nie są brutalnymi chuliganami.
Działacze liczyli się z postawieniem ich przed sądem. Gdy komin chłodni zaczęli opuszczać pierwsi demonstranci, na miejscu pojawił się wynajęty przez organizację adwokat. Ekolodzy liczą, że sąd okaże się dla nich wyrozumiały i odstąpi od wymierzenia kary.

- Działaliśmy w dobrej wierze, chcieliśmy zwrócić uwagę na konkretny problem. Nasi ludzie w trakcie protestu nic nie zniszczyli. W podobnych sprawach zdarzało się, że sądy odstępowały od wymierzenia kary - przekonuje Winiarski.Greenpeace w Bogatyni protestował przeciwko dofinansowywaniu jako energii odnawialnej, spalania drewna zmieszanego z węglem. W ten sposób produkuje się prąd w konwencjonalnych elektrowniach, m.in. w Elektrowni Turów. Według polskiego prawa metoda ta, zwana "współspalaniem biomasy", jest uznawana za ekologiczny sposób produkowania energii i w związku z tym wspierana finansowo.

Sklepowy patriotyzm, to polska specjalność.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie