Całkowity upadek Zboru Braci Czeskich

MAK
http://instytutdidaskalos.pl
Aż serce staje w miejscu na widok tego, co dzieje się z naszym dziedzictwem kulturowym... Obfitująca w zabytki gmina Leśna już od dawna przyciąga turystów, historyków i poszukiwaczy przygód. W malowniczej miejscowości Grabiszyce na lekkim wzniesieniu, smutno wyłania się coraz to bardziej popadający w ruinę dom modlitewny, a tak dokładnie” Zbór Braci Czeskich”.

Ostatni i jedyny ocalały na polskiej stronie Łużyc Górnych zbór Braci Czeskich z dnia na dzień zostaje poddawany próbie czasu. Jego stan wskazuje na to, że jeśli nie zrobi się nic w kierunku chociażby zabezpieczenia tego obiektu, zbór wyda swoje ostatnie tchnienie.
Bracia Czescy pojawili się na terenie byłej Saksonii z racji zapewnienia tu wolności wyznaniowej. Osiedleni w tamtejszym Karlsdorfie, a dzisiejszym Mojkowie postanowili wznieść świątynię w pobliskich Grabiszycach w 1733 roku.
Bracia byli dobrze wykształceni i znali się na włókiennictwie, w związku z tym rzemiosło rozwinęło się tam bardzo szybko. Grabiszyce stały się bogatą wsią dzięki powstałym tkalniom chałupniczym. W okolicznych domach działało 150 krosien tkackich.
Augustyn Schultz – przywódca zboru był bezkompromisowy wobec wyznawanych poglądów, co doprowadziło go do konieczności ucieczki. Wyruszył on więc do Berlina, a wraz za nim uciekła większa część mieszkańców Mojkowa. Tych którzy zostali czekał więzienny los, za sprawą właściciela Grabiszyc – Krzysztofa Ernesta von Gerzdorfa. Jedynym dla nich ratunkiem było wykupienie się, a jak to nastąpiło, opuścili oni osadę, która niedługo później została splądrowana i zlikwidowana. Do dziś przetrwała tylko ich świątynia i kilka domów.
Po mrocznych dla Grabiszyc czasach, na miejscu świątyni Braci Czeskich została utworzona kaplica rzymsko – katolicja p. w. Matki Boskiej Różańcowej.
Niestety nikt nie dba o ten skromny obiekt i popada on w coraz to głębsze zapomnienie. Dla złodziei też nie jest już atrakcyjny, gdyż zniknęły z niego wartościowe organy i dzwon. Wieża ze względu na brak jakichkolwiek prac konserwujących zawaliła się w zeszłym roku, co sprawiło, że w żadnym razie kaplica nie przypomina miejsca, w którym odbywały się nabożeństwa.
Mieszkańcy wsi są wzburzeni, że nie dokonują się tam żadne prace mające na celu chociażby zabezpieczenia świątyni.
Całe wyposażenie kościoła zostało przekazane, ale parafianie nie wiedzą gdzie się znajduje. Mieszkańcy wsi powiadomili konserwatora zabytków, który wydał zalecenia dotyczące zabezpieczenia obiektu, ale niestety do dnia dzisiejszego nie zostały one wykonane.
Przez dziury w dachu leje się deszczówka niszcząc to, co pozostało. Drewniane kolumny są zamoknięte i można tylko czekać aż obiekt się zawali. Czy rzeczywiście kuria nie ma pieniędzy? Z doniesień mieszkańców wynika, że w kościele św. Antoniego w Grabiszycach wymieniono niedawno drzwi za 10 tys. zł., a zbierana jest również składka na wymianę kolejnych dwoje drzwi o wartości 15 tys. zł.
Jeszcze ok 15 lat temu ks. Józef Cieślik (nieżyjący już proboszcz parafii) odprawiał tam regularnie msze św., odbywały się tam śluby i chrzty. Niestety obecny stan to postępująca ruina, niemo wołająca o pomoc. Obiekt zapomniany przez zarządców zamiast stanowić zabytkowy punkt historii ziemi Łużyckiej, jest niczym nie wyróżniającą się ruiną.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie