Unikalna kartka pocztowa - Zamek Czocha, już dziś z Gazetą Wojewódzką

Redakcja
Wyjątkowa kartka pocztowa z serii "Zamki i pałace Dolnego Śląska" z pięknym zamkiem w okolicach Lubania.

ZAMEK CZOCHA

Na zamku w Czocha straszą duchy zabitych przez mężów żon i postać Białej Damy, która za życia zdradziła brata.

Zamek jest otwarty dla gości hotelowych i zwiedzających, można tu przenocować w książęcym łożu ze specjalną zapadnią (© Marcin Oliva Soto)
Na dziedzińcu zamku Czocha koło Leśnej znajduje się nieużywana od wieków głęboka studnia. Czasami, zwykle o północy, nachylając się do jej wnętrza, można usłyszeć ciche westchnienia, płacz, a nawet wezwania pomocy.

Według legend w zamkowej studni zostały utopione trzy kobiety, które nie dochowały małżeńskiej wierności.

Jako pierwszy swą żonę Walburgę ukarał w ten sposób rycerz Wolfshelm von Nostitz. Gdy para brała ślub, Wolfshelm miał 24 lata, a jego wybranka była wdową, starszą od niego o ponad 10 lat. Jednak to nie było dla niego przeszkodą. Liczył bowiem na pokaźny posag,
ponieważ Walburga była kuzynką samego cesarza Niemiec.

Jej pierwszy mąż, znany hulaka i awanturnik, zginął tragicznie. Wracał pijany z gospody "Pod Złotym Kluczem" i utopił się w w fosie przed swym zamkiem. Walburga liczyła, że nowy wybranek serca nie będzie zaniedbywał jej tak, jak pierwszy mąż i częściej będzie odwiedzał jej sypialnię. Krewniaczka cesarza miała bowiem ogromny temperament seksualny. Znacznie młodszy mąż początkowo spełniał wszelkie jej życzenia.

Kiedy jednak okazało się, że Walburga nie ma ogromnego posagu, a cesarz nie zamierza nadać Wolfshelmowi żadnych przywilejów i stanowisk, jego stosunek do żony całkowicie się zmienił. Zaczął mówić, że jej ciało jest zwiotczałe i pomarszczone, a w niektórych miejscach ma zbyt dużo tłuszczu. Wydzielił żonie oddzielną komnatę i przestał się nią interesować. Jej sypialnię odwiedzał rzadko, jedynie, gdy był pijany. Tak ich małżeństwo wyglądało przez wiele lat. Mimo to para dochowała się licznego potomstwa. Po 9 latach związku mieli już sześcioro dzieci, ale żadne z nich nie było podobne do ojca.

Po latach Wolfshelm von Nostitz otrzymał od cesarza upragnioną funkcję na jego dworze. Wiązała się ona z częstymi wyjazdami. Rycerz podróżował całymi tygodniami do: Krakowa, Pragi, Budy i Wiednia. Rzadko bywał na zamku nad Kwisą.

Pewnego dnia po ponadrocznej nieobecności przyjechał niespodziewanie do swego majątku. Na jego powitanie wyszła służba zamkowa i dzieci. Wśród tłumu witających nie było żony, która zasłabła na wieść o powrocie męża.

Wolfshelm udał się do jej komnaty. Kobieta leżała pod przykryciem w łóżku. Nie wyglądała na zdrową. Na jej twarzy von Nostitz dostrzegł brązowe, wątrobowe plamy. Zaintrygowany zaczął dopytywać, czy to zaraza. Walburga odpowiadała, że to chwilowe zasłabnięcie i wkrótce wróci do zdrowia. Nie chciała nawet, by wezwał medyka.

Zaintrygowany stanem żony Wolfshelm zaczął wypytywać o jej stan służebne dziewki. Te przyparte do muru wyjawiły mu, że plamy są oznaką brzemienności.
Niepohamowana wściekłość napłynęła do serca rycerza. Zerwał okrywające żonę zwierzęce skóry. Zobaczył zaokrąglony brzuch i już wiedział, że była mu przez wiele lat niewierna.

Złapał ją za włosy i wyciągnął z komnaty na zamkowy dziedziniec tuż obok studni. - Skacz - krzyknął. Przerażona kobieta nie chciała wykonać rozkazu męża. Wolfshelm przechylił ją więc przez cembrowinę studni i wepchnął do wody. Po zabójstwie żony wezwał jednego ze sług i kazał osiodłać swego konia. Wolfshelm von Nostitz opuścił zamek i nigdy do niego nie powrócił. Zwłoki Walburgi wydobyto ze studni dopiero następnego dnia.

Niecałe dwadzieścia lat później kolejny pan na zamku Czocha w podobny sposób uśmiercił swą małżonkę. Wcześniej przyłapał ją na miłości z własnym woźnicą.

Według przekazów życie w studni straciła też Ulrika von Nostitz. Ta zbrodnia miała miejsce na krótko przed pożarem zamku w 1793 roku. Ulrika urodziła dziecko w czasie, gdy jej mąż Joachim von Nostitz przebywał jako poseł króla pruskiego na dworze króla Francji. Nie było go na zamku przez dwa lata, więc dziecko nie mogło być jego.

Joachim myślał przez całą noc, jak się zachować w tej sytuacji. Z jednej strony kochał żonę i chciał jej przebaczyć, z drugiej doskwierał mu urażony honor i patrzący z portretów przodkowie, którzy od wieków wrzucali do studni niewierne żony.

Gazeta Wojewódzka - dajemy więcej niż inni!

"To co dał nam świat" - wspomnienie Krzysztofa Krawczyka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie